Tri Hita Karana - filozofia harmonijnego życia wg Balijczyków
- Balistka
- 4 sty
- 7 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 25 mar
Witajcie w Nowym Roku Balilovers! Nie musiałam długo się zastanawiać od jakiego tematu zacząć 2025 rok na tym blogu. Dla wielu osób 2024 był bardzo trudnym rokiem (dla mnie również), dla kogoś wymagający czas się ciągnie od czasów covidowych. Jak spojrzymy na życie z perspektywy lat, to zobaczymy, że górki zmieniają się dołkami, a później znowu wchodzimy na górę i tak aż do końca :) Niestety jako ludzie mamy tendencję do zamartwiania się i skupiania na tym, co negatywne. W Polsce to widać bardzo wyraźnie w porównaniu do Bali. Inni nawet z nas żartują, że jesteśmy nacją, która narzekanie ma w genach, ale nie ma w tym nic śmiesznego szczerze mówiąc. Można dyskutować o podłożu tego problemu i wierzcie mi, są ku temu powody, jak historyczne, obyczajowe, społeczne, tak i osobiste. Nie zmienia to jednak faktu, że zamiast cieszyć się życiem, często wybieramy cierpieć.
Kiedyś słyszałam takie stwierdzenie, że cierpienie uszlachetnia tylko krowy. Moim zdaniem nawet krowy nie uszlachetnia. Dużo myślałam, czy da się to pozytywne nastawienie przenieść z Bali do Polski. Czuję wyraźną różnicę zmiany myślenia i samopoczucia, jak jestem tam i tu. Pomimo ogromu obowiązków na Bali, nie tracę tam pozytywnego nastawienia, lekkości, dystansu i luzu, co bardzo mi pomaga te obowiązki ogarniać. W Polsce jest mi ciężko utrzymać ten stan. Nawet jak naładuje baterie na Bali, to po powrocie wszystko się rozmywa w ciągu 3-4 tygodni. Wiele osób twierdzi, że nie ważne, gdzie jesteśmy - siebie zabieramy ze sobą, i jak mamy w głowie chaos to będziemy czuć się źle bez względu na to czy jestesmy w domu, czy na drugim końcu świata. I tak i nie. Otoczenie ma ogromny wpływ! Mówię tu pod kątem nie tylko większej dawki słońca lub uśmiechniętych ludzi wokół. Otoczenie to też energia, wszystko jest energią, każdy człowiek, każde drzewo, każde wypowiedziane słowo i właśnie to, w jakiej energii przebywamy decyduje, jak będziemy się czuli. Dlatego każdemu z nas jest dobrze na przyrodzie. Dlatego każdy z nas lubi rozmawiać z otwartymi pozytywnymi ludźmi. Dlatego każdy z nas czuje się lepiej po zdrowym żywym posiłku. Dlatego osoby wierzące czują spokój i bezpieczeństwo w miejscach kultów religijnych. Żebyśmy się czuli dobrze potrzebujemy odpowiedniego otoczenia - przyrody, ludzi, kontaktu z Bogiem (duchowego rozwoju). Balijczycy rozgryźli temat już wiele lat temu i nazwali to Tri Hita Karana, tłumacząc dosłownie "trzy składowe szczęścia" którymi są właśnie Człowiek, Natura i Bóg i harmonii między nimi. Przyjrzyjmy się temu bliżej.

Tri Hita Karana oznacza "trzy przyczyny dobrego samopoczucia" i stanowi kluczową zasadę zrównoważonego, spełnionego życia. Ta filozofia ma na celu skupienie uwagi na trzech kluczowych relacjach w życiu człowieka - na relacji z innymi ludźmi, na relacji ze środowiskiem i na relacji z Bogiem. Każda z tych relacji opiera się na szacunku i równowadze, dążąc do idealnej harmonii między wszystkimi trzema. Ta prastara filozofia pomaga miejscowym nie stracić swoją autentyczność kulturową i środowiskową pomimo postępującej globalizacji i hemogenizacji.a.
Parahyangan - Relacja z Bogiem
Jest przypomnieniem dla Balijczyków aby pielęgnowali swoje życie duchowe i pamiętali o boskości, która żyje w nich samych. Balijski hinduizm jest niesamowicie ciekawą religią (która de facto panowała kiedyś w całej Indonezji zanim został narzucony Islam. Balijczycy jako jedyni wywalczyli prawo do zachowania tej religii na swojej wyspie, możemy więc śmiało ją nazwać endemiczną). Ceremonie, rytuały, obrzędy religijne są nie tylko dedykowane bogom, duchom i demonom (tak, na Bali się nie walczy z ciemnymi mocami, tylko żyje się z nimi w zgodzie, bo panuje zasada równowagi dobra i zła, jak yin i yang), ale także pozwalają wzmocnić więzi społeczne i rodzinne. Każdy dom ma swoją świątynię rodzinną, każda wioska ma swoją główną świątynie, każdy okręg ma główną świątynię i najważniejszą świątynią Bali, czyli Mother Temple jest Pura Besakih. Im mniejsza świątynia, tym mniej ludzi uczestniczy w ceremonii, natomiast nawet w tej najmniejsze rodzinnej zbiera się minimum kilka osób. Ma to głęboki sens, gdyż większa ilość ludzi wytwarza większe pole energetyczne, dlatego w wielu popularnych miejscach kultu zdarzają się tzw cuda :) nie tylko na Bali, u nas w Polsce też :)
Jest też czas na "prywatną rozmowę z Bogiem" podczas składania chanang sari, o którym wcześniej wiele razy już pisałam. Takie małe koszyczki, które każdy z Was na Bali widział, z kwiatami, ryżem, cukierkami, składanymi dla bogów (na ołtarzykach) oraz demonów (na ziemi), by pierwszym podziękować, a drugich zadobrzyć ;) Wg zasad 3 razy dziennie, o 6 rano, w południe i o 6 wieczorem - wystarczy do tego jedna osoba. Zgódźcie się, takie zatrzymanie się na 5 min trzy razy dziennie, uspokojenie myśli, podziękowanie i wypowiedzenie intencji już samo w sobie bardzo uspokaja i przynosi ulgę. Wierzę, iż ten balijski luz ma podłoże właśnie w tej praktyce.
Palemahan - Relacja z Przyrodą
Jest przypomnieniem, że człowiek wywodzi się z Natury, że przyroda jest naszą Matką, jesteśmy jej częścią i powinniśmy ją szanować, dbać o nią i zachować w jak najlepszym stanie dla przyszłych pokoleń. Stąd te piękne balijskie ogrody w domach i hotelach, stąd kąpanie się i załatwianie w rzekach, stąd ochrona Subaków nawadniających pola ryżowe. Wszystkie dary, składane w ofierze również brane są z natury - kwiaty, owoce, ryż, zwierzęta do specjalnych ceremonii. To ostatnie budzi wiele kontrowersji u obcokrajowców, ale Balijczycy wierzą, że poświęcone w ofierze zwierze ma niesamowitego farta, bo uwalnia się od złej karmy i w następny życiu będzie mogło reinkarnować jako człowiek lub przejść do świata duchów i chronić dom przed ciemnymi siłami, co też podbija jego rangę ważności. Wszystkie świątynie balijskie budowane są w pięknych okolicznościach przyrody, w specjalnie wyznaczonych miejscach, gdzie za podłogę służy ziemia, a za sufit niebo.
Ten koncept również jest stosowany w tradycyjnym balijskim budownictwie. Kto miał przyjemność odwiedzić prawdziwy balijski wielopokoleniowy dom, ten wie, że mocno on się różni od zachodniego konceptu. Planując balijski dom, wyznacza się specjalne miejsce na rodzinną świątynie, osobne miejsce na spędzanie wspólnego czasu i przyjmowanie gości, osobny budynek dla "brudnych" spraw czyli kuchnia, toalety i łazienki, osobna weranda dla przygotowania oferingów i robienia koszyczków i dekoracji dla ceremonia, osobno pokoje mieszkalne dla wszystkich lokatorów. Tak, domy wielopokoleniowe są duże i bardzo dobrze rozplanowane tak, by każdy miał prywatną przestrzeń (z osobnym wejściem), wspólną przestrzeń i miejsce dla praktyk duchowych i religijnych. Ogólnie to jest mega ciekawy temat i jeśli kogoś interesuje, mogę podesłać niedużą pracę w języku angielskim, gdzie jest szczegółowo opisany dany koncept. Wiem, że w tej chwili cisną Wam się myśli typu " jak to się ma do przepełnionych śmieciami rzek i plaż pełnych plastiku, niekontrolowanej deweloperki i td" - pomówimy o tym dalej.
Pawongan - Relacja z Ludźmi
Jest przypomnieniem o tym, że kształtowanie ducha wspólnoty, pielęgnowanie silnych cech interpersonalnych, zaangażowanie, szacunek i tolerancja względem sąsiadów wzmacnia spójność społeczną. Kładziony jest nacisk na wzajemne wsparcie, zachęcając ludzi do pracy nad wspólnym celem. Moim zdaniem to Balijczykom się udaje świetnie! Wcześniej pisałam na ten temat, ale krótko przypomnę, że Bali wypracowało niesamowity i praktycznie niezawodny system bezpieczeństwa. Każda wioska jest połączona ze sobą specjalnym systemem informowania o przystępstwie, jak tylko wydarzy się np kradzież, starosta wioski (Banjar) uderza w wielki gong informując tym samym okoliczne wioski o zajściu. Wówczas wszystkie drogi zostają zablokowane w całej okolicy aż do znalezienia sprawy. Pecalang, czyli ochotnicza drużyna strażników (szkolona btw przez policję) zaczyna przeszukiwać wspólnie z mieszkańcami każdy centymetr wioski. Jakiekolwiek przestępstwo jest uznawane za wielką hańbę dla całej rodziny sprawcy (odpowiedzialność zbiorowa).
Wciąż istnieje "lokalny sąd", tę władzę w każdej wiosce sprawuje już wspomniany Banjar (bandżar). Ludzie przychodzą do niego o radę w dylematach rodzinnych, biznesowych, pomaga on rozwiązywać konflikty sąsiedzkie. Na Bali nie idziesz do sąsiada wykłócać się o swoją rację, tylko wszystko, co Cię niepokoi zgłaszasz do Banjara, a on posiłkując się swoim autorytetem i wysoką pozycją jest w stanie załatwić problem łagodnie nie konfrontując między sobą storny. Jeśli problem jest "nie do rozwiązania", ale strony nie chcą wchodzić na drogę prawną czy zgłaszać to na policję, istnieje jeszcze jeden sposób, w Europie nam znany pod nazwą pojedynek. Tylko na Bali nikt do nikogo nie strzela, a biją się po mordach :) Mówię poważnie, płeć nie ma znaczenia. Można wyznaczyć datę z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem by się fizycznie przygotować i załatwić sprawy na ringu. Jeśli w wiosce ktoś się żeni lub umiera - wszyscy pomagają przygotować przyjęcie. Ludzie biorą wolne w pracy, nawet ci na wysokich stanowiskach, by pomóc sąsiadom w gotowaniu, budowaniu czy kremacji. Są wciąż wioski, gdzie ludzie budują sobie nawzajem domy bez oczekiwania na zapłatę. Jeśli którąś rodzinę nie stać na kremację zmarłego (która się odbywa raz na 3-5 lat), cała wioska się zrzuca. Każda rodzina w wiosce dorzuca się do remontu głównej Świątyni oraz przygotowań do wielkich świąt. Każdy jak może - ktoś pieniędzmi, ktoś pracą, ktoś ryżem - role są podzielone.
Każda wioska również posiada tzw dom kultury :) Odbywają się tam różne wydarzenia dla mieszkańców, spektakle, zajęcia jogi czy fitnessu dla kobiet, taniec balijski dla dzieci, próby gamelan (zespół muzyki tradycyjnej, towarzyszy ceremoniom), stoły pin pongowe lub przestrzeń do budowania Kukieł Ogo Ogo czy zebrań wspólnoty. Bogatsze wioski budują sobie też baseny dla dzieci, korty do siatki czy badmintonu (sport narodowy, są naprawę dobrzy!). W jak bardzo ciężkiej sytuacji by się nie znaleźli, zawsze wiedzą, że mogą na kogoś liczyć - to daje niesamowite poczucie bezpieczeństwa i wewnętrznego spokoju.
Podsumowując:
To wszystko brzmi pięknie, ale czy globalizacja i powszechna pogoń za materialnym nie zasysa nas coraz mocniej w przeciwnym kierunku? Czy jesteśmy w stanie żyć z zasadami Tri Hita Karana w XXI wieku? Uważam, że tak! Możemy się starać chociażby dla własnego dobra, a jeśli postara się więcej osób w naszym otoczeniu - przyczyni się to do zmian w małej społeczności, a małe społeczności tworzą duże społeczności. To jest łańcuszek zmian, które możemy zacząć od siebie. Chociażby po to, by poprawić własne samopoczucie. Czy to, że nie wyrzucimy plastikowego kubka do rzeki uczyni rzekę od razu czystą? - nie, ale jeśli zrobi to więcej ludzi, to zobaczymy zmiany. Czy to, że zagadamy do sąsiada w windzie i zaprosimy go na herbatę uczyni go naszym przyjacielem? - nie, ale będziemy co najmniej mieć kogoś, kto może pokarmić nam kota podczas wyjazdu, a my podlać mu kwiatki. Czy to, że zamkniemy oczy na 10 minut i pooddychamy głęboko, a na koniec wypowiemy długie OM uczyni nas buddystami? - nie, ale mocno uspokoi nasz system nerwowy. Czy jeśli pochodzimy boso po ziemi to zostaniemy hipisami? - nie, ale jesteśmy w stanie nawiązać kontakt z Matką Naturą i przenieść się na chwilę do innego wymiaru świadomości. Każdy kraj ma swoje filozofię szczęścia - Hygge, Lagom, Zen, w Polsce wydaje mi się za taki system aktualnie służą wartości chrześcijańskie (pytanie tylko jak wielu ich przestrzega?). Nikt jednak nie zabrania nam samym stworzyć swoją własną filozofię szczęścia :) Zachęcam Was zatem do większej uważności, co Wam bardziej służy, co Was napełnia, w jakich okolicznościach i otoczeniu rośnie Wasz poziom energii, a kiedy maleje. Może to dotyczyć absolutnie wszystkiego, nikt tu nie wydaje certyfikatów za "poprawność technologii" ;) Zaufajcie sobie, inspirujcie się Tri Hita Karaną lub czymkolwiek, co Wam rezonuje. Im bardziej kochacie siebie, tym bardziej możecie i będziecie kochać innych. Im bardziej czujecie się szczęśliwi, tym mniej czujecie się nieszczęśliwi :) Mało tego, w różnych sytuacjach możecie wybierać co Wam bardziej pasuje! Jak mi jest za zimno, wkręcam sobie, że jestem Eskimoską i wtedy zaczynam odbierać temp +4C jak eskimoskie lato ;) Balilovers, ja Wam wszystkim życzę póki jeszcze nie jesteście na Bali, postarać się takie Bali zrobić u siebie w głowie, domu, a wtedy może nawet na choinkach zakwitną wiosną fragapani :) Buziaczki!